„Jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie!” Hasło to wypełniało jeszcze 10 miesięcy temu cały kraj. Nastał czas ludzi, którzy mięli to hasło wprowadzać w życie.

Nastał czas premiera Donalda Tuska, który w swoim expose, co prawda nie wprost, ale mimo wszystko dał wskazówki, dlaczego będzie pięknie i normalnie. Ma być tak dlatego, że jesteśmy w Unii Europejskiej i korzystając z tej zacnej okazji spożytkujemy środki tak jak należy - taki obraz wyłaniał się po słowach premiera o innowacjach, pieniądzach na rozwój badań, e-dowodach, wsparcia zrównoważonego rozwoju ściany wschodniej i rolnictwa a także osób niepełnosprawnych. Po pewnym czasie hasłem naczelnym o którym była mowa już w expose - stało się wsparcie dla osób starszych na rynku pracy – werbalnie wyrażone w słynnym orędziu w dniu 2 maja 2008 obok zapowiedzi wybudowania 2012 pryszniców przy 2012 boiskach na Euro 2012.

Dalej były zapowiedzi taniego państwa (słynny „wesoły autobus Donka „ dowożący ministrów do pracy – niestety użyty jednorazowo) i zapowiedź wytężonej pracy ministrów dla których merytoryczna praca a nie konferencje prasowe miały stać się głównym zadaniem.

W przedwczorajszej Rzeczpospolitej pojawił się bardzo ciekawy artykuł na temat zablokowania budowy autostrad ze środków UE na okres 1.5 roku, który to poważnie każe sie zastanowić nad tym co sie dzieje w Polsce - również w kontekście "zapowiedzi".

http://www.rp.pl/artykul/159661.html

Ta rewelacja Rzeczpospolitej w normalnej rzeczywistości winna stać się „niusem” dnia a p. Tusk winien się wszystkim tłumaczyć dlaczego się tak stało i co zamierza z tym fantem zrobić.

A dzieje początków „rewelacji” o której napisała „Rzepa” zaobserwowałem czytając komunikat Agencji Rozwoju Pomorza z 20 maja 2008r. o zawieszeniu naboru wniosków na wsparcie dla przedsiębiorców ( a więc ludzi, wydawałoby się stanowiącego główny cel dla PO) dla województwa pomorskiego . W komunikacie napisano, że decyzja umotywowana jest wydaniem opinii przez Komisję Europejską, która stwierdziła brak zgodności przepisów Ustawy Prawo Ochrony Środowiska z dyrektywą Rady 85/337/EWG.

http://www.arp.gda.pl/pl/nowosci/przedsiebiorcy/komunikat_rpo

Za decyzją Agencji Rozwoju Pomorza poszły kolejne decyzje innych wojewódzkich ośrodków zajmujących się regionalnymi programami operacyjnymi - czyli programami na które pieniądze wykłada UE.

Sprawa nie jest błaha ponieważ Unia Europejska zagroziła, że jeżeli natychmiast nie zostaną zmienione ustawowe przepisy na prawidłowe – to wszelkie projekty realizowane na bazie przepisów sprzecznych z przepisami UE nie dostaną obiecanego zwrotu pieniężnego - a chodzi o miliardy euro – niezbędne przecież do zrealizowania marzeń o „normalności” i „przepiękności”.

Szybko Ministerstwo Rozwoju Regionalnego aby zachować twarz wymyśliło „protezę” – w postaci „wytycznych” (rodzaj prawa powielaczowego) – które to zawierać mają zgodne z wymogami unijnymi normy wg których należy realizować każdy projekt współfinansowany przez UE. Kwestia ochrony środowiska ( a o to się rozchodzi) ma dla Unii Europejskie niebagatelne znaczenie. Polska zobowiązana była przyjąć przepisy rangi ustawowej a nie prawa powielaczowego jakim są „wytyczne”.

To o czym pisze Rzeczpospolita prowadzi do wniosku, że Ministerstwo zwyczajnie przyjęło, że podjecie ryzyka wbrew stanowisku UE jest zbyt niebezpieczne i dlatego po cichu próbuje wstrzymać najbardziej kosztochłonne inwestycje.

I tu dochodzimy do przyczyn tego stanu rzeczy. A przyczyna dla uważnego bywalca Salonu24 została już de facto wyjaśniona. Oto bowiem swego czasu umieszczony został na SG Salonu rewelacyjny wywiad blogerki p. Maryli z byłą minister rozwoju regionalnego – Grażyną Gęsicką, która o tym problemie wspomniała niejako na marginesie.

Nie byłoby kłopotu gdyby rząd Donalda Tuska przyjął projekt – uzgodniony z Komisją Europejską i skierował go do sejmu. Projekt ten jednak posiadał istotny „mankament” – został on uzgodniony przez rząd PISu.

Projekt ten leżał już w sejmie poprzedniej kadencji. Niestety przyspieszone wybory i zasada dyskontynuacji prac parlamentu wyrzuciła go poza nawias w pracach świeżo obranego sejmu i senatu.

Ten stan rzeczy nie oznacza jednak, że literki na papierze składające się na tekst ustawy przestają mieć znaczenie – tym bardziej, że literki uzgodnione zostały z Komisją Europejską i nie dotyczyły spraw natury ideologicznej. Należało więc złożyć ten sam projekt do sejmu jeszcze raz, klepnąć i byłoby po sprawie.